Paski postępu

Zapytany mówię, że moja praca składa się z:

  • 50% pisania maili i wklepywania treści w różne servicedeski
  • 50% myślenia w co kliknąć lub jaką komendę wydać
  • 50% gapienia się na paski postępu

To nie pomyłka – odkąd mam 2 duże monitory mogę zerkać na te pieprzone paski i w międzyczasie robić inne rzeczy (np. pisać ten wpis) – w ten sposón wyrabiam 150% normy

Przejdźmy więc przez moją życiową drogę pasji i pracy w IT i zobaczymy jak to było na przestrzeni lat.

Pierwszy komputer w domu – Atari 65XE i wgrywanie gier z taśmy, to było coś… coś długiego 🙂

Atari ST i kopiowanie dyskietek programem FastCopy – utkwiło mi w pamięci, że zazdrościłem amigowcom ich designerskiego x-copy

Moja pierwsza dorywcza praca “w zawodzie” – salon gier z komputerami Amiga i kopiowanie gier dla klientów (jak odczyt z dyskietki nie szedł to kładło się coś na spacji (repeat) i często za setnym razem się udawało)

Pierwszy PC w domu i instalowanie Windows 95 (wiele razy bo system wyjątkowo często wymagał reinstalacji) 

Potem Windows 98 i kolejne edycje – ależ zabawa!

Potem pierwsza praca i instalowanie u użytkowników Windows NT 4.0 Workstation z CD albo lepiej z podpiętego dysku twardego… (chyba kojarzę też 3.51 z dyskietek ale pewien nie jestem)

A pamiętacie te radosne godziny spędzone nad chkdsk jak się system rozsypał?

Jeden z częstszych widoków przed wynalezieniem SCCM’a – (re)instalowanie office 97, 2000, 2003, 2010…

Instalki stacji roboczych na 2000 i XP robiło się już zwykle Norton Ghostem – niby odmiana i wygoda ale jednak pasek nadal obowiązuje a co gorsza nie bardzo jest co robić nie mając drugiego komputera… stawiało się tak setki kompów rocznie…

Potem to samo Clonezillą jak się w końcu okazało, że aby być zajebistym nie trzeba kupować Norton Ghosta

Skanowanie zawirusowanych komputerów też zajęło trochę mojego życia. Narzędzi było wiele, ale prawie każde miało pasek postępu i działało za wolno (jak na mój gust) 

Był też taki okres kiedy najwięcej oglądało się tego. Powinni do każdego update dodawać popcorn i colę. Swoją drogą jest z tym związany fajny prank, jeśli nie znacie to koniecznie komuś zróbcie – http://fakeupdate.net

Albo tego (jakby podliczyć ile dni straciłem przez zawieszanie się tego procesu…)  

Zdarzyło mi się też się niedorzecznie długie instalowanie i rozmieszczanie rozwiązań na Sharepointach – liczone w godzinach 🙂

Czy też współudział w instalacjach aktualizacji do jakichś egzotycznych softów 

Koniec końców doczekałem się pasku postępu przy robieniu kawy w pracy… 

Jak macie jakieś fajne paski postępu w pamięci dajcie znać w komentarzach.

PS. Wpis powstaje w pracy bo, zgadnijcie, czekam aż jeden soft mi się zainstaluje abym mógł kontynuować 🙂

PS.2. aktualizacja wpisu bo od 10 minut patrzę sobie kątem oka na kolejne okienko…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *