Dla jednego sukces dla innych porażka

Historia poniższa wydarzyła się naprawdę. Za siedmioma biurami, za siedmioma przegródkami żył sobie Prezes i utyskiwał, że w jego zamku nie funkcjonuje żaden eProcurement z prawdziwego zdarzenia. Szczególnie bolało go kulejące UX dla użytkowników końcowych, którzy w znoju klepali zapotrzebowania za pomocą pradawnego ERP’a. Dostęp do ERPa okupiony był zaś takimi opłatami, cłami i daninami, że opłacało się to tak samo jak gnój na pola wozić karetą królewską zaprzężoną w 16 arabów najczystszej krwi.

Edykt zatem wydano, że śmiałek poszukiwany jest co system dla ludzi napisze, taki z wyszukiwarką a’la Allegro i koszykiem a’la… no po prostu koszykiem. No i żeby to miało takie te i żeby błyskało i migało i jeszcze – żeby nie przesadzić ze skalą zadania – na początek tylko zamówienia na materiały biurowe ogarniało. 

Śmiałek znalazł się i zebrawszy drużynę wyruszył w drogę po całym królestwie, które krain miało jedenaście. W każdej krainie poddani inne pomysły mieli na twór ów ale każdy cieszył się, że pradawny ERP zniknie i zaklęć na pamięć uczyć się nie będą musieli. Każdy już ręce zacierał bo makiety i prototypy a nawet wersje demo pokazywane przez drużynę apetyty wszystkim poddanym zaostrzyły. 

Wyzwań co niemiara pokonała dzielna drużyna bo raz, że wymagań namnożyło się niemało a dwa, że ładny interfejs koniec końców i tak trzeba było jakoś połączyć z ERP’otworem, który nie mógł przecież zostać bez pożywienia w postaci krotek, encji, zetek i innych takich.

Udało się jednak. System zafunkcjonował produkcyjnie w wersji pilotażowej a potem objął coraz to nowe obszary zakupowe i poddani cieszyli się bo w skali królestwa kilkaset osób pozbawiono przyprawiającego o szaleństwo kontaktu z pradawnym ERPotworem a oszczędności na daninach niemałe były z tego powodu. Zamiast sześćset sześdziesiąt sześć sztuk złota każdy płacił jedną miesięcznie i składać zapotrzebowania bez pośrednictwa ERPa mógł.

Każdy z wyjątkiem Prezesa i jego świty na zamku.

Urzędnicy zamkowi nie mogli bowiem przeboleć, że w jakimś tanim systemie zapotrzebowania składać będą, bez stosownej pompy, protokołu i etykiety. “Czniam taki system co to go się uczyć trzeba od nowa i ma jakieś takie nowoczesne wygibasy esy floresy, uiksy… ja sobie będę dalej używał mojego oswojonego ERPa!”

Powstał zatem przypadek nie lada, gdzie każdy, oprócz Sponsora, w nowym rozwiązaniu zapotrzebowania składa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *